
Dzisiejszy poranek spędziłem na rowerze wspinając się po
skalnym szutrze. Asfaltu było jak na lekarstwo, ale za to miłe widoki. Tymczasem
wczoraj udało nam się w końcu popływać na łódce.
Wczoraj do Bledu wyjechaliśmy wcześniej (pisałem o tej
miejscowości
tutaj) i za 15 euro za godzinę wynajęliśmy łódkę na wiosła, którą mieliśmy
zamiar popłynąć na wyspę pośrodku jeziora. Mały problem pojawił się wówczas,
kiedy okazało się, że chcemy do łódki zapakować psa. Chłopak, który był szefem
przystani trochę marudził, bo bał się, że pies załatwi swoje potrzeby do środka.
Zagwarantowałem, że nasz czworonóg tego nie zrobi i pouczony o ewentualnej
karze finansowej (6 tys. euro za nową łódź) dałem spisać swoje dane z dowodu. Kiedy
wróciliśmy z wyspy chłopak dokładnie obejrzał wnętrze nieco zachlapanej łódki.
Nie wystarczyły mu moje tłumaczenia, że to tylko woda. Pochylił się nad plamami
i zaczął je wąchać. Kiedy podniósł głowę zobaczyłem szeroki uśmiech na jego twarzy
i ulgę. Tak, to nie były siki!
 |
Przystań nad jeziorem Bled |
 |
W drodze na wyspę |
 |
Tam musimy dopłynąć |
 |
No i się udało |
 |
Blejski zamek na skale |
Jeśli już odbiegłem nieco od opisu wyprawy, chciałbym
podzielić się takimi oto jeszcze spostrzeżeniami:
- nasze rowery cały czas stoją w budynku gospodarczym, który
nie jest zamykany; mało tego, może tu wejść z ulicy niemal każdy, gdyż posesja
nie posiada ogrodzenia – w Polsce takie rzeczy to już chyba tylko na ścianie
wschodniej;
- słoweńskie rejestracje samochodowe mają pośrodku symbol
regionu, z którego pochodzą – nasza ma w tym miejscu hologram;
- jeszcze w żadnym z odwiedzanych przez nas przybytku, w
którym grało radio (lub inne źródło dźwięku) nie słyszałem sieczki w stylu RMF
FM. Zewsząd dochodzą dźwięki tutejszych melodii i piosenek wywodzących się z
tradycji słoweńskiej.
OK. Wracając do dzisiejszych zmagań rowerowych, jak zwykle
trafiłem na drogę ze skalnym szutrem ostro wspinającą się w górę. Przejechałem
kawał górskiego lasu, spotkawszy po drodze jedynie drwala. Widoki, jakie
miejscami wyzierały zza drzew były jak zwykle niesamowite, zresztą podobnie jak
wczoraj, kiedy wspiąłem się (o dziwo, niemal całą drogę po asfalcie) do
schroniska nad Bohinjskim Jeziorem, obok którego dostępny był punkt widokowy.
Po dzisiejszym zjeździe zahaczyłem jeszcze o drugi koniec
jeziora. Reszta dnia minęła na plaży jednego z najczystszych zbiorników
górskiej wody.
 |
Zdjęcia z wczorajszego popołudnia - Bohinjsko Jezioro |
 |
Paraglajding nad górami |
 |
A to już dzisiejsza wyprawa - w dole Bohinjska Bistrica |
 |
Pomnik upamiętniający poległych w czasie II wojny światowej |
 |
Bohinjska Bistrica - tym razem z perspektywy 500 m ponad miastem |
 |
Skalny szuter i stromizny |
 |
Bohinjsko Jezioro z przeciwnej strony niż kilka zdjęć wcześniej |
 |
A tu nad samym jeziorem |
 |
I jezioro z przeciwnej strony od m. Ukanc - tu jest o wiele mniej ludzi |
I tradycyjnie mapki, najpierw w czorajszego podjazdu:
0 komentarze:
Prześlij komentarz