Austria

Alpy Wapienne. Droga do jeziora Schwarzensee.

Czechy

Góry Izerskie. Okolice Detrichova.

Polska

Karkonosze. Przełęcz Odrodzenie.

Czechy

Czeski Raj. Panorama z wieży widokowej Cisarsky Kamen.

Austria

Alpy Wapienne. Góra Schafberg.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Węgry cz. II – jaskinia Tapolca (8.08.2016)

Dzisiejszym celem była jaskinia położona pod miastem Tapolca, po północnej stronie Balatonu. Nie jest to zwykła jaskinia, została bowiem udostępniona do zwiedzania na trzyosobowych łódkach, którymi płynie się wąskimi przesmykami skalnymi.
Jaskinia została odkryta na początku XX wieku, a do zwiedzania udostępniono ją 10 lat później. W sumie odkryto ok. 5 km korytarzy zalanych do połowy termalną wodą. Geneza powstania tych leżących 15 – 20 m pod miastem przestrzeni sięga miocenu, kiedy to skały zaczęły być wypłukiwane przez źródła ciepłej wody. Dzisiejszą, niestety, dużo mniejszą część jaskiń oświetlonych i przygotowanych dla łódek opływa się w ok. 20 minut. W dół prowadzi 75 stopni schodów kończących się w sporej wielkości grocie. Jest tu ciepło (temperatura sięga 20 st. C) i wilgotno oraz bardzo przyjemnie. Lazurowa toń wody, niskie sklepienia skalne, często sięgające głów pływających turystów oraz atmosfera tajemniczości sprawiają, że chce się popłynąć tą krótką trasą raz jeszcze. Niestety, mankamentem jest z pewnością kolejka, w której trzeba odstać swoje, aby dostać się do środka. Bilet rodzinny kosztuje ok. 80 zł, a w jego cenie oprócz łódek jest jeszcze wystawa opowiadająca o historii geologicznej tego terenu. Więcej informacji na temat jaskini dostępnych jest tutaj. 















niedziela, 7 sierpnia 2016

Węgry cz. I – Balaton, półwysep Tihany, zamek Szigliget (7.08.2016)

Zaczęliśmy nasze wakacje na Węgrzech. Kilka najbliższych wpisów będzie poświęconych właśnie temu regionowi Europy, więc jeśli ktoś nie ma ochoty na śledzenie naszych wojaży, zapraszam za około 2 tygodnie, kiedy ponownie powrócimy do Bogatyni. A tymczasem zaczynamy nasz letnią przygodę...
Naszą bazą wypadową jest letnia stolica Węgier, czyli miasto Siófok, którego nazwa pochodzi od wpływającej do Balatonu rzeki Sió. Ta nieco ponad 20-sto tysięczna miejscowość, położona po południowej części madziarskiego „morza”, w sezonie zamienia się w 100-stu tysięczną aglomerację za sprawą nalotu wczasowiczów, przede wszystkich węgierskich, ale nie tylko. Dość powiedzieć, że przysłowiowej szpilki nie sposób tu wcisnąć i jest naprawdę gęsto od ludzi. Na szczęście my mieszkamy w spokojnej części miasta, położonej od brzegu zaledwie niecałe 500 metrów. Nie jest więc tak źle. Ale przecież nie spędzimy w Siófok całych wakacji. Dlatego już pierwszego dnia postanowiliśmy przeprawić się na drugą stronę Balatonu w jego najwęższym miejscu, czyli na wysokości półwyspu Tihany. Za sprawą promu, który kursuje tu na okrągło, udało nam się całkiem szybko, w niecałe 6 minut, przepłynąć akwen. Za samochód i trzy osoby w środku zapłaciliśmy nieco ponad 50 złotych, a więc sporo. Dzięki temu skróciliśmy jednak znacznie drogę, a przy okazji dość szybko znaleźliśmy się w centrum miejscowości o tej samej nazwie co półwysep.

Siófok

W drodze na Tihany


Serce Tihany stanowi kościół i położone obok opactwo benedyktyńskie, założone w 1055 przez Andrzeja I, pochowanego w krypcie kościoła. Tuż obok budowli znajduje się punkt widokowy na Balaton, uznawany za jeden z najpiękniejszych w ogóle. Poza tym miejscowość to centrum wszelkiego rodzaju okazji do wydania pieniędzy, czyli kramy, sklepiki, restauracje, etc. W słoneczną pogodę czuje się tu klimat środziemnomorski, choć wiadomo, że na prawdziwe południe jest jeszcze kilkaset kilometrów. Turystów też sporo, ale nam się udało zejść nieco poza ten utarty szlak i znaleźliśmy się na łące tuż obok hodowanych tu krów. Milo było znaleźć się na chwilę poza sporym turystycznym ruchem.

Kościół w Tihany

Panorama Balatonu






Tihany z oddalenia



Po dwóch godzinach spędzonych na półwyspie pojechaliśmy na południowy zachód, kierując się w rejon zwany Badacsony, znany z licznych winnic usytuowanych na stoku charakterystycznego wygasłego wulkanu o tej samej nazwie. Wysokość góry sięga 437 m n.p.m., czyli jak na nasze warunki śmiesznie mało. Góra robi jednak wrażenie za sprawą charakterystycznego płaskiego grzbietu, który widać z wielu miejsc wokół Balatonu. Kawałek dalej zakończyliśmy pierwszy dzień pobytu na Węgrzech zwiedzając ruiny zamku Szigliget, pochodzącego z XIII wieku. W swoim czasie była to twierdza, która służyła za linię obrony przed atakami Turków, którym nie udało się nigdy jej zdobyć. Po przejęciu zamku przez Austriaków został on ostatecznie wysadzony i nigdy nie odbudowany, a kamienie z powstałej ruiny posłużyły za budulec dla okolicznych mieszkańców. Ze wzgórza zamkowego rozciąga się piękny widok na okolice. Widać stąd zwłaszcza liczne wygasłe wulkany, których kraina kojarzy się z jej odpowiednikiem na Dolnym Śląsku.

W ruinach zamku Szigliget



Badacsony






Mapa:



Map

środa, 3 sierpnia 2016

Zamek Dětenice (30.07.2016)

Tym razem wybrałem się w samotną podróż w okolice Jiczyna. Celem był zamek i browar w miejscowości Dětenice. W drodze powrotnej minąłem dwa inne ciekawe obiekty, które same w sobie mogłyby stanowić cel podróży.
Pogoda już tradycyjnie dopisała, czyli świeciło słońce, a w drodze powrotnej dodatkowo pojawiły się chmury – co dla rowerzysty oznacza wytchnienie od żaru lejącego się z nieba. Właściwie nowe tereny, do których wcześniej nie dotarłem zaczęły się za Mnichovo Hradiště, a i tak nie było ich za wiele. Teren tutaj ulega spłaszczeniu i dużą rolę w szybkości jazdy odgrywa wiatr. A ten wiał niemal przez cały dzień, głównie z boku.

Jested, jeszcze chwilę i stracę go z oczu


Położone daleko od aglomeracji Dětenice to właściwie kilka zabudowań z centralnym zamkiem rozłożonym pośrodku wielkiego ogrodu. Mimo że pierwsze wzmianki o tutejszej twierdzy pochodzą z XV wieku, tak naprawdę zamek zyskał sławę w chwili, gdy w latach 60. XVIII wieku nastąpiła jego przebudowa w stylu barokowym. Zresztą kolorystyka, ilość rzeźb, nagromadzenie roślin w przyzamkowym ogrodzie – to wszystko w wielkiej ilości i przy udziale feerii barw przypomina ów bogaty w zdobienia, a czasami wręcz przesadzony styl architektoniczny. Funkcjonalności, nawet i współcześnie, zamkowi również nie sposób odmówić. Poza samym centrum, także i odnogi zamku stanowią atrakcje turystyczne. Na tyłach niskich przyzamkowych zabudowań znajduje się spory plac ubitej ziemi, będący areną rycerskich potyczek, wyposażony w nieodzowną widownię. A bliżej, przy rozłożystym i wysokim budynku swoje miejsce odnalazł tutejszy browar. Legenda założycielska browaru sięga aż 1307 roku, z kolei udokumentowana historia zaczyna się pod koniec XVIII wieku. Browar udostępnia dla zwiedzających podwoje swojego muzeum, a w przyległej do browaru średniowiecznej knajpie można ów trunek zakupić (w wersji jasnej, ciemnej i rzezanej [mieszanej] po 160 koron za 1,5 litrowy PET). Mimo że na stronach internetowych zamku browar w opisie piwa odwołuje się do średniowiecznej tradycji, w smaku piwa nie znajdziemy niczego bardziej zaskakującego niż choćby w piwie z pierwszego lepszego czeskiego mini-browaru. Niefiltrowany i niepasteryzowany lager o krótkim terminie przydatności do spożycia jest raczej przyciągającą smakoszy reklamówką niż piwowarskim ewenementem. Mimo wszystko polecam spróbować tego piwa, które o wiele lepiej niż w domowych warunkach smakuje w murach tutejszej mrocznej karczmy, skąd dobywają się dźwięki ówczesnej muzyki i radosno-groźne nawoływania karczmarza.
Z uwagi na rower nie odwiedziłem ani browaru ani też wnętrz zamku, byłem za to świadkiem ceremonii ślubnej, która z wielką pompą odbywała się mimo sporej ilości turystów (a może właśnie o to chodziło). 

Zamek Dětenice





Ziemia, na której odbywają się rycerskie turnieje

Tu siedzi gawiedź

Wejście do browaru

We wnętrzach średniowiecznej karczmy




W drodze powrotnej monotonię drogi urozmaiciły mi dwa inne obiekty, które również są godne polecenia. A więc najpierw w miejscowości Sobotka zamek Humprecht, pochodzący z XVII wieku i będący jednym z symboli Czeskiego Raju, a następnie jedna z najpotężniejszych twierdz gotyckich północnych Czech – zamek Kost. Tu akurat byłem kilka lat temu, zanim zacząłem swoją przygodę z rowerem. 

Górujący na Sobotką zamek Humprecht



Twierdza Kost



Do Bogatyni, chcąc skrócić sobie nieco drogę, wróciłem przez „zielone” przejście graniczne w pobliżu miejscowość Uhelna, co było błędem. Wskutek niedawnych opadów deszczu droga pokryta była błotem i kałużami. Nie dość, że musiałem prowadzić rower, to jeszcze co i rusz lądowałem w rozjeżdżonych koleinach. Po tej kilometrowej przeprawie ja i rower nadawaliśmy się jedynie do kąpieli.

Mapa: