Byle jaki pogodowo łikend zmusił mnie do chwilowego
powstrzymania zapędów rowerowych w kierunku długich tras. Ale i tak setka
wpadła, choć za sprawą silnego wiatru kosztowała mnie o wiele więcej energii
niż zwykle. A cele? Tym razem po polskiej krainie, do miejsc popularnych i
łatwych do zdobycia: zamku Czocha, położonej kawałek dalej zapory złotnickiej
oraz ruin zamku Gryf. W ostatnim przypadku udało się dojechać, ale z wejściem
był już problem.
Niedziela pod względem pogody nie odbiegała od
poprzedzających ją dni: było chłodno, wiatr wiatr, a na niebie na
przemian to słońce i błękitne niebo, to chmury, deszcz, grad i śnieg. Ogólnie
jak na kwiecień to marny przełom listopada i grudnia. A jeśli dodać do tego
podmuchy mroźnego wiatru - najlepiej siedzieć w domu. I dlatego wybrałem się na
rower.
Droga w kierunku zamku Czocha
minęła dość szybko, bo miałem z wiatrem. Na dziedziniec obiektu wjechałem z
niezłym impetem zapominając zatrzymać się przy kasie. Za wstęp uiściłem opłatę
dopiero przy wyjeździe (4 zł), na szczęście nikt do mnie z tego powodu nie
zamierzał strzelać. Historia
zamku sięga XIII wieku, kiedy na ówczesnym śląsko-łużyckim pograniczu padł rozkaz
budowy granicznej twierdzy. Na przełomie dziejów twierdza trafiała w ręce
polskie, czeskie i niemieckie. Z początkiem XX wieku, kiedy ówczesnym jej
właścicielem był producent wyrobów tytoniowych z Drezna, obiekt został
przebudowany według wyglądu z XVIII wieku. Po II wojnie światowej i przejęciu
przez państwo zamek był systematycznie okradany. Co ciekawe, przez jakiś czas
mieścił się tu niedostępny dla ogółu i niewidoczny na mapach Wojskowy Dom
Wczasowy. Obecnie zamek jest udostępniony jako ośrodek hotelowo-konferencyjny. Często
jest obiektem wykorzystywanym przez filmowców („grał” w „Wiedźminie” czy
serialu „Tajemnica twierdzy szyfrów”). W najbliższy zaś łikend przewidziane
jest nocne zwiedzanie zamku.
 |
Zamek Czocha |
 |
Kot też przyszedł pozwiedzać |
Rzut beretem od zamku w kierunku
Złotnik Lubańskich znajduje się zapora złotnicka na rzece Kwisie. Budowana w
latach 1919-24 ma 36 m wysokości, długość jej korony to 168 m. Zapora spiętrza
wodę na długości około 8,4 km, a powstałe dzięki temu jezioro ma 125 ha
powierzchni. U jej podnóża zbudowano elektrownię wodną, której moc wynosi 4,42
MW. Z uwagi na wczesną porę (w okolicach zapory byłem przed 9.00) poza dwoma
wędkarzami nie było tu żywego ducha. Akurat wyszło słońce i zrobiło się bardzo
przyjemnie. Mógłbym tu zostać dłużej, ale chciałem przed spodziewanymi w okolicach
południa opadami deszczu odwiedzić ostatni z zaplanowanych celów. Chcąc nie
chcąc ruszyłem w stronę Gryfowa Śląskiego mijając po drodze budzący się powoli
do życia ośrodek rekreacyjny „Złoty sen”.
 |
Spiętrzona woda Kwisy |
 |
Tama w całej okazałości |
 |
Elektrownia wodna |
Kiedy stanąłem w obrębie rynku w
Gryfowie Śląskim miasteczko tkwiło w objęciach sennego, niedzielnego poranka. Zrobiłem
kilka fotek i ruszyłem w stronę ruin zamku Gryf. Diametralna zmiana kierunku
jazdy spowodowała, że dostałem w czoło podmuchy wiatru. Tak miało być aż do
powrotu do domu. Plus trzykrotne gradobicia, przelotne deszcze i trochę
śniegu.
Ruiny Gryfu znajdują się w miejscowości
Proszówka, na widocznym z daleka porośniętym wzgórzu. Zamek pochodzi z XIII
wieku, a jego historia zakończyła się w 1799 roku, kiedy został rozebrany. Wcześniej
był najpierw w rękach książąt świdnickich, później króla czeskiego Wacława IV,
następnie stał się własnością rodu Schaffgotschów. Niestety, to wszystko co
można o tym miejscu pozytywnego napisać. Nie chcę się pastwić nad obecnym
gospodarzem obiektu (którym jest fundacja „Idź, i ty czyń
podobnie!”), ale niestety, w tym wypadku widać, że turysta to tutejszy wróg. Owszem,
można się dostać na teren obiektu przez uchyloną bramę, można nawet przebyć
kilkadziesiąt metrów. Ale dostępu do samych ruin strzeże groźnie wyglądający i
ujadający pies, w dodatku uwiązany do łańcucha. Nie ma żadnej informacji o
godzinach otwarcia, nie ma nic o możliwości zwiedzania. Telefon odszukany w
internecie odsyła do kontaktu przez pocztę elektroniczną, dopiero wysłanie SMS-a
skutkuje po kwadransie nadejściem odpowiedzi i zaproszeniem do zwiedzania od
godziny 11.00. Gdybym chciał skorzystać z zaproszenia, musiałbym czekać co
najmniej 1,5 godziny. Z drugiej strony wystarczyło tę informację umieścić w
necie. Ale chyba nikomu nie zależy na odwiedzinach, tak jak na uporządkowaniu
terenu (w oczy rzuca się zniszczone ogrodzenie, pozarastane obejście i ogólny
nieład). I jak na ironię nazwa tej fundacji „Idź, i ty czyń podobnie!”…
Mam nadzieję, że
nikt kto tu był nie wziął sobie do serca tego wyjątkowo, w tym kontekście, źle
dobranego cytatu z ewangelii.
 |
Gryfów Śląski - rynek |
 |
Ruiny zamku Gryf |
 |
Dostępu do ruin broni pies |
 |
Zamaskowane zwierzę w zbliżeniu (pośrodku) |
 |
Stóg Izerski |
Mapa:
0 komentarze:
Prześlij komentarz