Austria

Alpy Wapienne. Droga do jeziora Schwarzensee.

Czechy

Góry Izerskie. Okolice Detrichova.

Polska

Karkonosze. Przełęcz Odrodzenie.

Czechy

Czeski Raj. Panorama z wieży widokowej Cisarsky Kamen.

Austria

Alpy Wapienne. Góra Schafberg.

poniedziałek, 7 września 2015

Z Sobieszowa do browaru Miedzianka (5.09.2015)

Browar Miedzianka to jeden z najmłodszych w naszym kraju piwny przybytek wybudowany w sercu tętniącej niegdyś życiem górniczej wsi o tej samej nazwie. Wybrałem się tam rowerem z Sobieszowa, z parkingu leżącego pod zamkiem Chojnik.
O miejscowości Miedzianka jest w ostatnich miesiącach głośno, między innymi za sprawą nowootwartego browaru, choć nie tylko. Żyjąca niegdyś pełnią życia wieś, a właściwie miasteczko (prawa miejskie otrzymała w XVI wieku i znana była jako Kupferberg), w którym był rynek, apteka, kino, cztery gospody, dwa kościoły, do roli wsi została zdegradowana po II wojnie światowej. Wcześniej była to górnicza miejscowość skąd z pobliskich sztolni wydobywano przede wszystkim rudy żelaza. Kiedy złoża w XIX wieku zostały wyczerpane miasteczko stało się atrakcją turystyczną przede wszystkim za sprawą warzonego tutaj piwa. Wraz z nastaniem komunizmu pieczę nad kopalniami przejęli sowieci, którzy wysiedlili ludność niemiecką a sztolnie przekształcili w kopalnie rudy uranu w całości wywożonej do Związku Radzieckiego. Kiedy zakończyli działalność, szkody jakie zostały w jej wyniku wyrządzone doprowadziły do decyzji o likwidacji wsi. W powietrze wysadzono kościół ewangelicki, miejscową ludność wysiedlono, a zabudowania pozostawiono samopas, co z czasem doprowadziło do ich zagłady. Dzisiaj z dawnej świetności miasteczka pozostało kilka budynków, kościół katolicki oraz bryła ówczesnej gospody.

Tablice informacyjne w Miedziance




Gospoda - wygląd dzisiejszy

Mimo, że sytuacja wydaje się beznadziejna za sprawą lokalnego stowarzyszenia okolice Miedzianki znów zaczynają tętnić życiem. Oprócz browaru powstała ścieżka edukacyjna, a w centrum miejscowości znajdują się tablice ze zdjęciami miasta z okresu dawnej świetności. To nie wszystko. Lokalni pasjonaci historii tych miejsc wierzą, że uda się zbudować muzeum z makietą rynku, a z czasem także fontannę oraz udostępnić ekspozycję mineralogiczną.
Tyle o miejscach, do których zmierzałem się udać. Pora przejść do opisu samego wyjazdu.
Do browaru przyjechałem dość wcześniej, bo po 11, i choć na tablicy było napisane, że podwoje otwierają dopiero w południe, za sprawą miłego personelu bez problemu zostałem obsłużony. Budynek browaru powstał od zera i ma nowoczesną, przeszkloną bryłę. W środku oprócz baru znajdziemy udostępnione do oglądania kadzie warzelne i instalację do produkcji piwa. Obecnie sprzedawane są trzy gatunki piwa w cenie po 8 zł każde, także w butelkach. „Górnik” (a więc coś dla nas) czyli piwo ciemne dymione górnej fermentacji, „Cycuch Janowicki” (od widoku pobliskich bliźniaczych gór Sokolika i Krzyźnej Góry zwanych „Piersiami Lolobrygidy”) – klasyczne APA oraz „Rudawskie” czyli piwo słodowe dolnej fermentacji o ciemno-rudej barwie, to godne polecenia trunki. Z kranika dostaniemy jeszcze piwo „Cycuch Jabłkowy”, którego nie próbowałem. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to do mało wyrazistych etykiet, ale nie szukajmy dziury w całym. Oprócz piwa na miejscu można zjeść obiad, a także wynająć pokoje do spania.

W drodze do Miedzianki - Pałac na Wodzie w Staniszowie

Widok na Karkonosze

Pałac Staniszów

Pałac w Wojanowie

Rudawy Janowickie - góra Sokolik



Browar Miedzianka







Widoki z tarasu browaru

Piersi Lolobrygidy

W trakcie jazdy do browaru i późniejszego powrotu w stronę Sobieszowa towarzyszyła mi eskapada kolarzy biorących udział w bike maratonie Liczyrzepy z Karpacza. Na podjeździe przed Miedzianką kilku rowerzystów udało mi się nawet wyprzedzić, co chwilę później, gdy skręcałem z trasy w kierunku browaru, zostało skomentowane słowami że na piwo jeszcze nie czas.
Po wizycie w browarze opuściłem wyścig, by za kilka kilometrów znów znaleźć się w jego towarzystwie. Część kolarzy pędząca na załamanie karku po płaskich odcinkach bike maratonu na podjeździe pod Przełęcz Rędzińską okazała się bezsilna. Choć to raptem maksymalnie 16 % nachylenia kolarze padali jak muchy: zsiadali z rowerów i na górę zasuwali na piechotę. Tę część bike maratonu przeczesywała karetka pogotowia, a na samej przełęczy był punkt żywieniowy, gdzie, choć nie miałem numeru startowego na rowerze, chciano mnie poczęstować bananem. Grzecznie podziękowałem za troskę.

Przełęcz Rędzińska...

...i punkt żywieniowy z bananami

Karkonosze - widok z przełęczy

I tak z maratonem dojechaliśmy aż do Kowar, od czasu do czasu zamieniając kilka zdań z tym czy z innym uczestnikiem rywalizacji. Potem cała kawalkada skierowała się do Karpacza, ja odbiłem w bok w stronę zamku Chojnik.

Jedno jest pewne: do browaru na pewno jeszcze przyjadę, a póki co muszą mi wystarczyć zdjęcia i smak przywiezionego stamtąd piwa. 

Zbiornik Sosnówka

Zamek Chojnik

Bez komentarza
I mapka:

Hejnice przez Hausmankę (3.09.2015)

Niezbyt długi szlak, w sam raz na popołudnie, dla odkrywców wojennych ufortyfikowań – tak można w skrócie streścić ostatni wypad do Hejnic.
Największy trud wspólnego wyjazdu z S. to podjazd pod Przełęcz Oldrzychowską od strony Raspenavy, przy której znajduje się gospoda Hausmanka. Niestety, trudów wspinaczki nie osłodziła przyjemność goszczenia we wnętrzach lokalu z uwagi na zmienione po wakacjach godziny otwarcia. Ruszyliśmy zatem ścieżką edukacyjną Viničná cesta, łączącą Przełącz z miejscowością Ferdinandov (na początku droga pokrywa się z pieszym szlakiem niebieskim). Trasa w większości jest płaska i idealnie nadaje się na popołudniową przejażdżkę. W czasie panujących u nas niedawno upałów temperatura na schowanej w gąszczu drzew trasie spadała o kilka stopni, co było bardzo pożądanym zjawiskiem. Droga przecina linię czeskich bunkrów wybudowanych w latach 30. XX wieku zwanych řopíkami i mających chronić państwo przed agresją Hitlera (co ostatecznie okazało się mrzonką). Jest to też idealna trasa do uprawiania joggingu, a w zimie biegu na nartach. Kończy się zjazdem we wsi Ferdinandov skąd można dostać się do Hejnic.

Stamtąd wróciliśmy do Bogatyni znaną i wielokrotnie zjeżdżoną drogą, która w przeciwną stronę prowadzi do Smedavy. 

Studnia Plischkego przed Hausmanką

Hausmanka...

...i nowe godziny otwarcia

Viničná cesta

Ukryty między drzewami bunkier


A tu odnowiony, w barwach ochronnych, od razu rzuca się w oczy



Bazylika w Hejnicach
I mapka:



wtorek, 1 września 2015

Czeska i Saska Szwajcaria: z Hřenska do miejscowości Rosenthal-Bielatal (30.08.2015)

Tym razem z J. pojechaliśmy w głąb Saskiej Szwajcarii do związku kilku miejscowości znanych pod nazwą Rosenthal-Bielatal. To centrum wspinaczkowe tego rejonu.
Samochód zaparkowaliśmy w Hřensku i stamtąd przeprawiliśmy się promem na drugi, niemiecki brzeg Łaby (za 2,5 euro od osoby). Pokonaliśmy kilka stopni dworcowego peronu i wjechaliśmy wprost na 12-sto % podjazd, który wyniósł nas w ciche, prawie niezaludnione rejony. Dalej droga powoli wpinała się w górę, aby przed miejscowością Cunnersdorf zamienić się w lekki zjazd. Później znów w górę, aż do rejonu Rosenthal-Bielatal, który graniczy z Czechami nieopodal Děčínskiego Sněžníka. Tereny, do których dojechaliśmy pełne są wspaniałych skał, niestety, ukrytych przed wzrokiem turysty w gęstych lasach. Od czasu do czasu udało nam się zobaczyć wyrastające z leśnej gęstwiny ostre szczyty skałek, jednak pełnią tutejszego krajobrazu można zachwycać się będąc dopiero w górze. Oprócz wytyczonych tu wielu dróg wspinaczkowych są też zwykłe trasy piesze z wyniesionymi punktami widokowymi. Tam najlepiej się udać w celu podziwiania krajobrazu. Tym bardziej, że przed wjazdem do miejscowości Bielatal znajduje się parking, a w jej centrum zaplecze gastronomiczne. Obiecaliśmy więc sobie, że jeszcze tu wrócimy na pieszy rekonesans.

Widok na Hřensko z promu



Děčínsky Sněžník od strony Rosenthal

Skały w Bielatal








Powrót nad Łabę na wysokości miejscowości Königstein to prawdziwa przyjemność: kilkunastokilometrowy zjazd do asfaltowej ścieżki prowadzącej wzdłuż rzeki osłodził nam trudy wspinaczki. Zauważyliśmy, iż mimo że to czwartek ludzi wszędzie sporo, nie tylko nad Łabą. Trzeba przyznać, że Niemcy, szczególnie ci starsi, potrafią korzystać z pogody i przyrody. My korzystaliśmy z ostatnich dni urlopu.

Twierdza Königstein 


Königstein z drugiej strony


Lilienstein i po prawej Bad Schandau



Hřensko

Na drugą stronę Łaby wróciliśmy tym samym promem, co rano. Potem obiad i powrót do domu.

Uwaga na górze pracują

Malownicze uliczki Hřenska


I mapka: