Austria

Alpy Wapienne. Droga do jeziora Schwarzensee.

Czechy

Góry Izerskie. Okolice Detrichova.

Polska

Karkonosze. Przełęcz Odrodzenie.

Czechy

Czeski Raj. Panorama z wieży widokowej Cisarsky Kamen.

Austria

Alpy Wapienne. Góra Schafberg.

czwartek, 14 września 2017

Dolina Plakánek (10.09.2017)

Od czeskiego zamku Kost położonego na południe od Turnova odchodzi szlak wzdłuż utworzonego w 1990 roku rezerwatu przyrody doliny Plakánek. Ta urokliwa trasa biegnąca w całości po płaskim terenie została nazwana na cześć rodziny, która w XVII wieku zajmowała się wypalaniem węgla, a od czego łzawiły im oczy. 

Ochroną objęte są tutejsze skały piaskowe, z których w przeszłości używano materiału do budowy zamku Kost, a także podmokłe łąki, lasy i żyjąca w nich fauna. Szlak biegnący przez najciekawsze miejsca doliny to jednocześnie ścieżka dydaktyczna z tablicami objaśniającymi przeszłość geomorfologiczną terenu, ale także z gatunkami zwierząt i roślin występującymi na terenach chronionych. Trasa najpierw prowadzi szeroką, malowniczą łąką wbijającą się między skalne bloki, następnie biegnie wzdłuż jeziorka Obora i rzeczki Klenice, by odbić w wąską drogę idącą przez las porastający skały. Na koniec wychodzimy we wsi Vesec, w której w 1995 roku utworzono rezerwat chroniący architekturę zabudowań pochodzących z XIII wieku. Wieś liczy 26 stałych mieszkańców, pozostałe zabudowania stanowią własność letników, którzy okazjonalnie  zjeżdżają do miejscowości. Zabudowania uczestniczyły w wielu produkcjach filmowych co wcale nie widzi, kiedy spogląda się na tutejsze barwne i bardzo estetyczne obejścia.

Spacer kończymy powrotem do zamku Kost wzdłuż publicznej drogi. Samochód najlepiej zostawić na centralnym parkingu (w cenie 60 koron) pod zamkiem, a ci, którzy nie odwiedzili gotyckiej budowli będą mieli najlepszą okazję, aby to zrobić. 

Zamek Kost

Dolina Plakánek









Jeziorko Obora



Pozostałości po młynie


Zamek Sobotka


Vesec





Kost z drugiej strony


Mapa:

wtorek, 12 września 2017

3000 m rowerowych podjazdów challenge [wyzwanie] (9.09.2017)

Jedni zjadają 8 pączków naraz, inni oblewają się kubłem zimnej wody. Czy na rowerze można również robić głupie rzeczy, zwane z angielska „challenge”, i żyć potem jakby nigdy nic? Oczywiście, że tak, wszystko jest kwestią wyobraźni i siły mierzonej na zamiary. Otóż i ja postanowiłem dołączyć do bohaterów wyzwań: przez nikogo nie zmuszony podjąłem się pokonania 3 kilometrów podjazdów. Bicie życiowego rekordu zajęło mi nieco ponad 8 godzin.

Mój dotychczasowy rekord to 2700 m pokonanych w czasie zeszłorocznego wyjazdu na Okraj. Oczywiście ówczesnym wyzwaniem nie była ilość podjazdów, ale karkonoska przełęcz. W ostatnią sobotę skupiłem się zamiast na odległości czy konkretnym celu, na zliczaniu metrów przejechanych pod górę. To oznaczało, że każdy płaski odcinek drogi lub zjazd nie zaliczał się do tej kategorii i był z punktu widzenia bicia rekordu stracony. Z drugiej strony, na znalezienie trasy nieustannie pnącej się w górę w naszym bezpośrednim otoczeniu, mimo gór, nie ma szans. Pozostał wyjazd w długą drogę, gdzie jałowych kilometrów byłoby bardzo dużo albo kilkukrotne pokonywanie tych samych górskich odcinków. Mimo, że to trochę nudne, wybrałem wariant drugi, głównie z uwagi na cenny czas. 

Aby uzmysłowić sobie co oznacza pokonanie 3 km podjazdów postawmy w wyobraźni pionowo drabinę o takiej właśnie wysokości i zacznijmy po niej wchodzić. Samo wspinanie się po 3 kilometrowej drabinie można sobie jeszcze jakoś wyobrazić, ale wjeżdżanie po  niej rowerem – to już prawdziwa umysłowa ekwilibrystyka. W rzeczywistości nie pokonywałem pionowych ścian, ale odcinki o znacznie mniejszym nachyleniu co oczywiście oznaczało, że musiałem przejechać o wiele większą drogę, łącznie blisko 150 km. Średnie nachylenie trasy było może niewielkie, bo wyniosło zaledwie 2 % (co oznacza, że na każde 100 m drogi pokonywałem 2 m do góry i odpowiadało w przybliżeniu nachyleniu drogi między Heřmanicami a Dětřichovem), ale odcinkami sięgało nawet 16 %, a to, wierzcie mi, dla roweru szosowego już naprawdę sporo.

Jeśli chodzi o samą trasę, była następująca:
- wyjazd z Bogatyni i wjazd pod wiatraki od strony drogi do Liberca,
- zjazd z wiatraków w stronę Dětřichova i na skrzyżowaniu odbicie w prawo na leśny pnący się w górę asfalt w kierunku ławeczki, a następnie zjazd i podjazd drogą publiczną do chaty Hausmanka u Kozy;
- zjazd z Hausmanki w stronę miejscowości Oldřichov v Hájích, odbicie w lewo w stronę izerskiej magistrali, czyli asfaltu biegnącego przez całą czeską część gór, którą dojechałem do drogi łączącej schronisko Smědava ze zbiornikiem Souš, powrót na początek magistrali z odpoczynkiem przy gastronomii „U Knejpy”;
- ponowny podjazd magistralą, tym razem jedynie do rozwidlenia szlaków przy Hřebínku (gdzie zjadłem pieczoną kiełbasę), powrót na początek magistrali;
- jeszcze jeden podjazd pod Hřebínek, powrót i zjazd w stronę Chrastavy skąd wjechałem na podjazd pod wiatraki od strony miejscowości Horní Vítkov, zjazd z wiatraków do skrzyżowania Dětřichov-leśny asfalt do ławeczki;
- i na koniec dwu i półkrotny podjazd pod ławeczkę, gdzie ostatecznie licznik pokazał 3000 m podjazdów. 

Z uwagi na to, że nie miałem ze sobą lustrzanki, zdjęć zrobiłem zaledwie kilka i to telefonem. Inna sprawa, że miejsca, w których byłem odwiedziłem wcześniej kilkunastokrotnie. Pogoda w sobotę była prawie idealna: słoneczna żarówka schowała się za chmurami, temperatura przez długi czas nie przekraczała 20 st., mogłoby odrobinę mniej wiać. Jechało mi się wręcz doskonale, co oznacza, że być może w przyszłym sezonie spróbuję swój obecny rekord pobić. Po to są przecież rekordy. A może będę jeszcze jadł przy tym pączki? To byłoby wyzwanie!

Podjazd pod wiatraki. Wiało przeraźliwie.



Hřebínek po raz pierwszy

Hřebínek po raz drugi

Hřebínek - do trzech razy sztuka

Mój rekord!

Mapa:


czwartek, 31 sierpnia 2017

Zamek Hazmburk (26.08.2017)

Istnieją nazwy, o których nie pamięta się już w samym momencie ich przeczytania. Wierzcie mi, kiedy kończę wypowiadać słowo „Hazmburk”, w głowie mam pustkę. Żeby powtórzyć nazwę zamku, któremu poświęciliśmy ostatni w czasie urlopu wyjazd, muszę spojrzeć na bilet wstępu. A bardziej poważnie: poza wejściem na górę i zwiedzaniem ruin w drodze powrotnej zajrzeliśmy do otwartego w 2015 roku browaru w Litomierzycach.

Na południowym skraju Czeskiego Średniogórza, dwie godziny jazdy od Bogatyni, znajduje się miejscowość Klapý, nad którą na wysokość 418 m n.p.m. wznosi się góra Hazmburk (z niem. zajęczy gród). Na jej szczycie znajdziemy ruiny XIII-sto wiecznego zamku. Aby dostać się do jego wnętrz trzeba zaparkować samochód na dolnym parkingu (w cenie 40 koron) i odbyć blisko godzinny spacer wzdłuż jednego z dwóch szlaków okrążających górę i prowadzących do obiektu. Szlak wiodący przez tutejsze winnice jest odpowiedni dla wózków z dziećmi i rowerzystów, szlak idący w gęstwinie drzew przeznaczony jest głównie dla piechurów. Bilet wstępu kosztuje 80 koron, psy wchodzą za darmo. Sam zamek to dzisiaj przede wszystkim dwie wieże: Biała i Czarna, pierwsza o wysokości 25 m, druga metr wyższa. Biała Wieża jest udostępniona do zwiedzania, ponadto można pospacerować wzdłuż skalnych fundamentów zamku, który w okresie swojej świetności był na 150 m długi. Z wieży rozciąga się fantastyczny widok na okolice, w tym na górę Radobýl, którą odwiedziliśmy dwa lata temu. Niestety, w sobotę powietrze było mało przejrzyste i z tego powodu widoczność mocno ograniczona. Co do samego obiektu: w XV wieku, w czasie wojen husyckich trzykrotnie odparł atak katolickich wrogów, dopiero czwarta próba, w 1469 roku, okazała się udaną. Od tamtej pory zaczął się powolny zmierzch historii zamku, który wielokrotnie przechodził w różne ręce, by na koniec w XVIII i XIX wieku ulec procesom osuwiskowym. Doprowadziły one do poważnych uszkodzeń budowli. Restauracja i częściowa odbudowa ruin pozwoliły na udostępnienie w 1996 roku obiektu do zwiedzania. Z zamkowych ciekawostek na wspomnienie zasługuje fakt ukrywania w tutejszych murach cennych szat liturgicznych jednego z praskich klasztorów. 


Prawdopodobnie tak wyglądał zamek



Biała Wieża

Tutejsze winnice

Biała i Czarna Wieża





Czarna Wieża









Schody na wieżę





Wracając do Bogatyni zatrzymaliśmy się na obiad w Biskupim Mini-browarzeu św. Szczepana w Litomierzycach. Browar znajduje się w domu diecezjalnym nieżyjącego już kardynała Szczepana Trochty, w którym siedzibę ma również dom pomocy społecznej. Przy browarze znajduje się ogródek piwny, a w środku nowocześnie zaaranżowana przestronna sala restauracyjna. Instalacja do warzenia piwa zabudowana jest kondygnację niżej, prowadzą do niej schody z restauracji. W ofercie browaru są klasyczne czeskie lagery, w tym w półlitrowych szklanych butelkach, w cenie nieco ponad 30 koron za sztukę. 

Wejście do browaru

I wnętrza


Moje zakupy